Po urodzeniu mówiły ciotki, toż to „aniołek” a jaki słodki i chociaż noce całe się darła, nie oszczędzając strun ani gardła, to mama z tatą, babcia i dziadek, a w szczególności stryjaszek Tadek, wszyscy twierdzili – ona głos ćwiczy, bądźmy cierpliwi, niech sobie krzyczy. Pewnie wyrośnie z niej jakaś diva bo z artystami zawsze tak bywa i w niemowlęcym już widać wieku że talent gości w małym człowieku. Rodzina czeka aż w niej dojrzeje i krzyk zamieni w słowicze pienie, będzie śpiewała arie w operze, na razie każdy nerwosol bierze. Buziaczki